Wyobraź sobie, że każdy krok w leczeniu raka przebiega w jednej cyfrowej kartotece, a ta karta podróżuje razem z pacjentem, bez konieczności domykania kolejnych formularzy w kolejnych ośrodkach. Brzmi jak scenariusz z powieści science fiction, a jednak to cel, do którego dąży nowelizacja ustawy o Krajowej Sieci Onkologicznej. U wejścia tej zmiany stoi data 11 sierpnia 2026 roku, bo wtedy weszła w życie możliwość wdrożenia elektronicznej wersji karty diagnostyki i leczenia onkologicznego, znanej w skrócie jako e-DiLO. Ta decyzja to nie tylko drobna aktualizacja systemu; to realne narzędzie, które ma skrócić czas oczekiwania, ułatwić współpracę pomiędzy ośrodkami a pacjentem i zredukować biurokratyczny ciężar w drodze do skutecznego leczenia zawieszonego na diagnozie.
W praktyce chodzi o to, że dane pacjenta, wyniki badań, decyzje o leczeniu i plan terapii będą zgromadzone w jednym miejscu, dostępnym zarówno dla lekarzy, jak i dla samego pacjenta. Oczywiście w erze cyfrowej to nie jest cud, lecz proces, który musi być bezpieczny, przejrzysty i łatwy w użyciu. Elektroniczna karta ma stać się centrum komunikacyjnym w logistyce opieki onkologicznej. Dzięki niej można uniknąć sytuacji, w których lekarz trafia na kartkę z notatkami sprzed kilku miesięcy albo kiedy pacjent musi powtórzyć badania, bo dokumenty nie dotarły do odpowiedniego specjalisty. W praktyce ten system to także możliwość szybszego przekazywania informacji między placówkami, co bezpośrednio wpływa na tempo decyzji o diagnostyce i leczeniu.
Nasz wywód zaczyna się od prostej prawdy: pacjent nie powinien być słoikiem w magazynie danych, w którym ktoś musi odszukać papierowy formularz. W tym 2026 roku cyfryzacja ma stać się narzędziem, które wspiera lekarzy, a nie dodatkowym obowiązkiem. Wprowadzenie e-DiLO to nie tylko wygoda. To realna możliwość przyspieszenia całej ścieżki od wyjątkowo wrażliwej diagnozy do decyzji o terapii, a później do monitorowania wyników i skuteczności leczenia.



