Wyobraź sobie placówkę medyczną z tysiącami danych pacjentów i systemami, które muszą działać bez zgrzytów. Ta wizja łatwo się rozbija przy pierwszym ostrzeżeniu: w ochronie zdrowia rośnie liczba incydentów cybernetycznych. Do końca września blisko 1400 takich zdarzeń. To tyle, ile w całym roku poprzednim. Sygnał z Centrum e-Zdrowia jest jasny: rośnie tempo, ale rośnie też świadomość, co z tym zrobić. Jeremi Olechnowicz z Centrum e-Zdrowia nie ukrywa, że to przede wszystkim problem ludzkiego błędu i niedopasowanych procedur.
Do końca września było ich blisko 1400, tyle, co w całym zeszłym roku — mówi Jeremi Olechnowicz z Centrum e-Zdrowia.
Najważniejsze nie jest to, że ktoś złamał hasło. Choć bywa, że to właśnie złamane hasło jest wejściem do systemu. Chodzi o to, że najczęstsze przyczyny to rutynowe błędy, które po cichu przeradzają się w poważne incydenty. W praktyce to następuje szybciej, niż zdążymy powiedzieć phishing czy konfiguracja chmury. Ten artykuł to nie wykład, to opowieść o tym, jak realnie funkcjonuje cyberbezpieczeństwo w miejscu, gdzie słowa „bezpieczne dane” powinny być świętością.
Ochrona zdrowia to nie jest jednorazowy akt zabezpieczenia. To proces, w którym technologia, przepisy i ludzie muszą ze sobą współgrać. Zanim więc skaczemy do rozwiązań, sprawdźmy, co tak naprawdę stoi na stole: ile zdarzeń, co najczęściej je powoduje i co to znaczy dla pacjenta. Poniżej zestawiłem fakty, obserwacje i konkretne wyzwania, z którymi mierzy się polski sektor ochrony zdrowia.
Wirtualny świat nie zastąpi ludzkiego refleksu. Jednak w kontekście ochrony zdrowia to właśnie refleks i odpowiedzialność pracowników decydują o tym, czy pacjent będzie bezpieczny. Człowiek w roli pierwszego ogniwa ochrony danych to jednocześnie najsłabszy punkt, jeśli nie ma odpowiednich szkoleń, procedur i rozpoznania ryzyka. Zajrzyjmy w konkretne liczby i przykłady, które pomagają zrozumieć, gdzie leży problem i co można zrobić już dzisiaj.



