System aktywny
·zerio.pl
EBM
Portal informacyjny
Usługi medyczne RECENZOWANE 4 min

Nie chorzy, lecz żądni adrenaliny: co mówi psychiatra wojskowy o groźbie ze strony weteranów po wojnie w Ukrainie

Psychiatra wojskowy odchodzi od gromów medialnych o rzekomych fali agresji weteranów. Uwagę skupia na tym, co dzieje się z ludźmi, którzy już wcześniej mieli zaburzenia osobowości, i jak front potrafi zmienić ich postrzeganie granic odpowiedzialności.

Nie chorzy, lecz żądni adrenaliny: co mówi psychiatra wojskowy o groźbie ze strony weteranów po wojnie w Ukrainie
fig_01 · zerio.pl
cc-by-nc-4.0

Wojna nie czyni z ludzi potworów. Zmienia kontekst, w jakim funkcjonują, i to on ustala tory decyzji, kiedy wracają do domu. Tej prostoty nie potwierdza żaden specjalistyczny raport, a jednak bywa tak mylona w debacie publicznej. W rozmowie z psychiatrą wojskowym, któremu powierza się ocenę ryzyka po konfliktie, nie chodzi o to, by straszyć, lecz by precyzyjnie zrozumieć mechanizmy.

„Krążąca w sieci wizja tysięcy agresywnych weteranów ze stresem pourazowym jest nierealna.” — Płk dr Radosław Tworus, Wojskowy Instytut Medyczny.

Wojna nie tworzy bez wyjątku nowych bohaterów ani nowych potworów. To sytuacja, w której ryzyko ujawnia się w zupełnie konkretnych miejscach: tam, gdzie wcześniej pojawiały się zaburzenia osobowości, a front dał ludziom poczucie bezkarności. O tym ryzyku mówi płk dr Radosław Tworus z Wojskowego Instytutu Medycznego. To nie tezy o tysiącach agresorów, lecz obraz, który ma służyć temu, by reintegracja była bezpieczna dla wszystkich.

Wyobraź sobię człowieka, który przed wojną miał problemy z impulsywnością, powiększoną wrażliwość na frustrację lub tendencję do utrwalonych schematów reagowania. Front nie znosi tych cech, on jedynie stwarza kontekst, w którym każdy impuls zostaje poddany próbie. Kiedy powraca do domu, ten kontekst może przenieść się na codzienne sytuacje, jeżeli towarzyszą mu mniej widoczne mechanizmy stresu: zaburzenia snu, problemy z koncentracją, nadmierna pobudliwość. W takich chwilach ryzyko nie wynika z nowej fali agresji, lecz z odświeżonej kroplówki stresu, która znajduje swój punkt zaczepienia w dawno istniejących cechach osobowości.

Czy wojna czyni groźnym? Teza kontra obserwacja

Główna myśl płynąca z obserwacji specjalistów brzmi: konflikt nie dodaje cech groźnych każdemu żołnierzowi. Groźba pojawia się w kontekście historii człowieka, jego mechanizmów obronnych i tego, jak system wsparcia radzi sobie z ryzykiem. Wyobraź sobie trzy sytuacje z rzetelnej praktyki klinicznej. Po pierwsze, osoba, która przed służbą miała skłonności do zachowań impulsywnych, może w warunkach stresu reagować bardziej drastycznie w nieoczekiwanych sytuacjach. Po drugie, ktoś, kto doświadcza wojennego traumy, nie musi przemienić się w agresora, jeśli ma stabilne wsparcie i odpowiednią terapię. Po trzecie, społeczeństwo, które potrafi zintegrować weteranów z doświadczeniem traumy, ogranicza ryzyko niewłaściwych reakcji poprzez wczesną interwencję.

Gdzie ryzyko widzi ekspert

W opinii płk dr Radosława Tworusa ryzyko rozkłada się nie na masowy trend, lecz na jednostki z pewnym zestawem cech. – „Front dał im poczucie bezkarności” – mówi specjalista. To krótkie zdanie ujawnia dynamikę: kiedy ktoś czuje, że nie musi odpowiadać za decyzje pod presją reguł społecznych, łatwiej o zachowanie, które w innych warunkach mogłoby być uznane za skrajne. Nie chodzi o mit wielkich tłumów, lecz o to, że pewne cechy, które były wcześniej nieustabilizowane, w warunkach konfliktu zyskują nowy kontekst.

Wrealu, co stoi za tą tezą? Przede wszystkim wczesne ryzyko i prewencja. Osoby, które towarzyszą im przed wybuchem konfliktu, wciąż mają największy wpływ na to, czy powrót będzie bezpieczny. Z kolei bezpośrednie doświadczenia wśród weteranów z PTSD, gdy nie są właściwie monitorowane, mogą prowadzić do wyładowań w sytuacjach domowych lub w kontaktach z otoczeniem. Tu kluczową rolę odgrywa system opieki zdrowotnej i programy reintegracyjne, które łączą wsparcie psychiatryczne, psychoterapię i edukację społeczną.

Dlaczego przekaz o tysiącach agresywnych weteranów bywa nieadekwatny

Wyobraźmy sobie, że społeczeństwo słyszy narrację o lotnej fali agresorów, a później staje przed obrazem codzienności: cisza w domu, spokojna praca, powroty do szkół i bezpieczne sąsiedztwo. W takich przypadkach nie chodzi o to, by demonizować weteranów, lecz by spojrzeć na to, jak konkretne czynniki wpływają na zachowanie wchodzące w zakres normy. Eksperci zwracają uwagę na to, że front może aktywować mechanizmy obronne i lęku, które w warunkach ciszy domu potrafią być wyraźnie skorelowane z impulsywnymi decyzjami. Najistotniejsze jest to, by nie dać się zwieść mediom, które kreują obraz fali agresji bez kontekstu.

Co powinna zrobić społeczność i system zdrowia

Najważniejsza odpowiedź to otwarcie na skomplikowanie: reintegracja wymaga zrównoważonego podejścia, w którym rola odgrywają lekarze, psycholodzy i sami weterani. W praktyce to oznacza wczesne diagnozowanie problemów, stałe wsparcie psychiczne, programy terapii i rehabilitacji, a także społeczne wsparcie w codziennych zadaniach. Słowa specjalisty nie mogą trafić na półkę – potrzebujemy systemu, który w praktyce łączy konsultacje psychiatry, terapie indywidualne i grupowe, a także edukację w zakresie radzenia sobie ze stresempourazowym w warunkach domowych. Wsparcie rodzin, lokalnych społeczności i pracodawców jest równie istotne, bo reintegracja to proces dwukierunkowy.

Co to oznacza dla polityk zdrowia publicznego?

Polityki zdrowia publicznego powinny opierać się na rzetelnych obserwacjach terenowych i unikaniu sensacyjnych narracji. Weterani po wojnie potrzebują dostępu do specjalistycznych usług, a system musi mieć wyobrażenie o tym, jak monitorować ryzyko i reagować w sposób, który chroni zarówno jednostkę, jak i otoczenie. To nie tylko kwestia leczenia traumy, ale także programów prewencyjnych, które pomagają w utrzymaniu stabilności psychicznej i społecznej. W praktyce oznacza to inwestycje w szkolenia personelu, rozwój sieci wsparcia i zdolności do szybkiego reagowania w sytuacjach kryzysowych.

Podsumowanie i wnioski

Ryzyko nie wynika z mitów ani z czystych hipotez. Otwarta rozmowa z psychiatrą wojskowym pokazuje, że realne zagrożenie najczęściej kryje się w indywidualnych przeżyciach, które były obecne przed konfliktem, oraz w warunkach, w których front dał poczucie bezkarności. Reintegracja to nie nagła, jedna decyzja, lecz proces, który wymaga współpracy medyków, rodzin i społeczności. Nie chodzi o to, by przeceniać ani bagatelizować problemu, lecz o to, by rozumieć mechanizmy i wpływy, które kierują ludźmi po powrocie z frontu.

RZ
O autorze
Redakcja zerio
Profil autora →
Czy darmowy 24-dniowy turnus rehabilitacyjny pomaga utrzymać zdolność do pracy?
Usługi medyczne

Czy darmowy 24-dniowy turnus rehabilitacyjny pomaga utrzymać zdolność do pracy?

Dowiedz się, kto może skorzystać z darmowego turnusu rehabilitacyjnego finansowanego przez ZUS, co o…

Atom w Wielkopolsce: historyczna umowa podpisana i nowa era energetyki
Biznes

Atom w Wielkopolsce: historyczna umowa podpisana i nowa era energetyki

Historyczna umowa dla polskiego atomu. W Pątnowie powstanie sześć SMR-ów, które mają zrewolucjonizow…

Czy Wrocław zbuduje unikatowy silnik AI dla polskiej medycyny?
nowosci-w-medycynie

Czy Wrocław zbuduje unikatowy silnik AI dla polskiej medycyny?

Wrocław planuje stworzyć polski model sztucznej inteligencji w medycynie, który ma zrewolucjonizować…