Doszliśmy do ściany. Związkowcy Lotniczego Pogotowia Ratunkowego mówią wprost, że bez dodatkowych pieniędzy nie utrzymamy gotowości. To nie opowieść z arkusza budżetowego, to alarm dla systemu, który ratuje życie w terenie i w powietrzu. Ministerstwo Zdrowia uważa, że finansowanie Lotniczego Pogotowia Ratunkowego jest adekwatne. Związkowcy odpowiadają, że to ocknięcie z marazmu budżetowego, a realne potrzeby rosną szybciej niż środki, które są dostępne. W praktyce chodzi o bezpośrednie pytanie: czy w przyszłym roku misje będą wykonywane na czas, czy trzeba będzie wybierać, które zdarzenie ratować w pierwszej kolejności.
Elitarna jednostka ratownictwa medycznego w Lotniczym Pogotowiu Ratunkowym to nie tylko szybszy szyk medyczny. To zespół, który w jednej misji łączy pilotów, medyków i techników, gotowych na skomplikowane warunki terenowe, ograniczenia pogodowe i presję czasową. Struktura ta przypomina dobrze naoliwioną maszynę, gdzie każdy element ma swoją rolę – a bez właściwego zasilania nawet najlepiej zaprojektowana maszyna przestaje działać. W praktyce chodzi o utrzymanie odpowiedniej liczby helikopterów, stanu technicznego sprzętu i stałych szkoleń personelu. To wszystko wymaga środków, które nie mogą zależeć od chwili kaprysów budżetowych.
Budżet to nie sucha liczba, to zestaw narzędzi. Sprzęt, paliwo, szkolenia i logistyka to elementy, które decydują o czasie reakcji. Ministerstwo Zdrowia twierdzi, że finansowanie LPR jest adekwatne, bo uwzględnia koszty utrzymania, szkolenia i inwestycje w nowe technologie. Związkowcy wskazują na różnicę między tym, co planuje budżet, a realnym zapotrzebowaniem w terenie. W efekcie możemy mieć sytuacje, w których decyzje o uruchomieniu misji zależą od okoliczności finansowych, a nie medycznych potrzeb. Dosłownie – to kwestia życia lub śmierci, a pieniądze są częścią równania.



