Wyobraź sobie pogotowie, w którym lekarz pojawia się rzadziej niż pewna stała w budżecie. W ostatnim raporcie NFZ pada stwierdzenie, że lekarze są już tylko w co dziewiątym ambulansie. Zmiana, która od dawna krąży po korytarzach, wreszcie ma twarde liczby i skutki dla codziennej praktyki ratownictwa.
Nie chodzi o dramat, lecz o przemodelowanie tego, jak działają karetki i jak rozkładają się obowiązki. Liczba zakontraktowanych zespołów rośnie, a wyjazdów jest więcej. Zadania lekarzy zaczynają przejmować ratownicy medyczni, którzy zyskują większą samodzielność w podejmowaniu decyzji medycznych na miejscu zdarzenia.
W praktyce oznacza to, że na pokładach coraz częściej słychać komendy, które wcześniej padłyby z ust lekarza w zielonym fartuchu. Nie chodzi o to, aby lekarze zniknęli z systemu ratowniczego, lecz o to by w wybranych operacjach to właśnie ratownicy byli pierwszym punktem styku z pacjentem, a lekarz pojawiał się w razie potrzeby lub przy skomplikowanych przypadkach.
NFZ poinformował, że lekarze znajdują się już w co dziewiątym ambulansie, a trend ten utrzymuje się mimo rosnącej liczby wyjazdów.
Ta zmiana nie jest anomalią. To efekt przeglądu struktury ratownictwa, w którym decyzje o udzielaniu pomocy na miejscu często podejmuje wyszkolony ratownik medyczny. Jego zakres kompetencji rośnie w miarę jak zespół jest kontraktowany i wprowadzane są nowe protokoły postępowania. W praktyce oznacza to, że proces podejmowania decyzji jest szybszy i bardziej zaktualizowany do realnych potrzeb pacjentow w terenie.
Eksperci podkreślają, że to nie tylko kwestia jednego dokumentu czy jednej zmiany w umowie. To seria korekt, które obejmują szkolenia, protokoły i sposób koordynacji zespołów podczas wyjazdów. Zmiana ta wpływa również na samych ratowników, którzy zyskują większą autonomię, a jednocześnie muszą być przygotowani na skutki błędów i odpowiedzialność spoczywającą na kompetencjach zespołu.



