System aktywny
·zerio.pl
EBM
Portal medyczny
Kardiologia RECENZOWANE 16 min

Zawał u kobiety nie wygląda jak zawał. Dlatego umiera ich więcej.

Klasyczne objawy zawału, których uczą cię w każdej kampanii zdrowotnej, opisują mężczyznę. U kobiety wygląda to inaczej i to dlatego dyspozytornie częściej myślą o lęku albo refluksie zamiast o sercu.

AW
Anna Wiśniewska
30 maja 2026
Zawał u kobiety nie wygląda jak zawał. Dlatego umiera ich więcej.
fig_01 · zerio.pl
cc-by-nc-4.0

Pomyśl przez chwilę o objawach zawału. Pewnie zobaczyłaś teraz ucisk za mostkiem, ból promieniujący do lewej ręki, zimne poty i mężczyznę w średnim wieku, który łapie się za klatkę piersiową. Ten obraz nie jest fałszywy. Jest niekompletny. Opisuje, jak zawał wygląda u mężczyzny.

W Polsce w 2020 roku 41 procent wszystkich zgonów wśród kobiet miało przyczynę sercowo-naczyniową. To więcej niż wszystkie nowotwory razem wzięte. A mimo to, gdy kobieta dzwoni na 112 i mówi "duszno mi, mam mdłości i jakoś dziwnie się czuję", dyspozytorka rzadko myśli o sercu. Bo objawów, które właśnie usłyszała, nie ma w jej protokole pierwszego kontaktu.

Ten tekst jest o tym, dlaczego klasyczny obraz zawału omija kobiece serce, jak rozpoznać u siebie sygnały, których szpital nie nauczy, i co dokładnie powiedzieć dyspozytorce, żeby przyjechała karetka, a nie sanitariusz z lekiem przeciwbólowym.

Jak wygląda zawał, którego nas nauczono

Kanon objawów zawału, czyli ten zestaw z plakatów w przychodni, powstał w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych. Próby kliniczne, w których budowano definicję ostrego zespołu wieńcowego, robiono głównie na mężczyznach. Mężczyzna w okolicach pięćdziesiątki, z nadciśnieniem i papierosami, był domyślnym pacjentem. Kobiety były wtedy w badaniach mniejszością, a jeśli w ogóle, to dorzucano je dla statystyki. American Heart Association przyznała to oficjalnie w 2016 roku, w pierwszym poświęconym kobietom oświadczeniu naukowym o ostrym zawale.

Trochę jak z manekinem do crash testów. Pierwszy żeński manekin trafił na boczne fotele dopiero w 2011 roku, a do dziś w głównym teście czołowym w wielu krajach siedzi mężczyzna o wzroście 175 cm i wadze 78 kg. Konsekwencje są takie, że kobieta na pasach ma o 47 procent wyższe ryzyko ciężkich obrażeń w porównywalnym wypadku niż mężczyzna na pasach. Nowsze analizy mówią nawet o 73 procent wyższym ryzyku obrażeń i 17 procent wyższej śmiertelności. Bo budowa miednicy, siła mięśni szyi, sposób, w jaki impet rozkłada się w klatce piersiowej, są inne. Tego nie zmierzono, więc tego nie zaprojektowano.

Z zawałem jest tak samo. Definicja "klasycznych objawów" powstała na ciele, które nie jest twoim ciałem. A potem do tej definicji uczy się dyspozytornie, ratowników i lekarzy pierwszego kontaktu. Jeśli twoje objawy nie pasują do wzorca, system ich nie widzi, dopóki nie zaczniesz krzyczeć słowem "serce".

Co naprawdę czuje kobieta przed zawałem

W 2003 roku Jean McSweeney opublikowała w "Circulation" pracę, która powinna zmienić sposób uczenia objawów zawału w każdej szkole pielęgniarskiej i każdym kursie pierwszej pomocy. Przebadała 515 kobiet po świeżym zawale serca. Pytała o objawy ostre i o objawy prodromalne, czyli te, które pojawiły się tygodnie albo miesiące wcześniej.

Wynik: 95 procent kobiet miało sygnały prodromalne. Najczęstszym, daleko przed wszystkimi innymi, było niezwykłe zmęczenie. Zgłosiło je 70,7 procent badanych. Drugim były zaburzenia snu, u 47,8 procent. Trzecim duszność, u 42,1 procent. Niestrawność u 39,4. Niepokój u 35,5. Klasyczny dyskomfort w klatce piersiowej, ten z plakatu, zgłosiło tylko 29,7 procent.

Mniej niż jedna trzecia. Pozostałe dwie trzecie przez tygodnie chodziły z sygnałem ostrzegawczym, którego nikt nie potrafił odczytać. Najczęściej tłumaczyły go sobie wiekiem, stresem albo przepracowaniem. Część szła do lekarza i wracała z diagnozą "psychosomatyka" albo "zmęczenie wiosenne".

Wyobraź sobie, że budynek nie pali się od jednej iskry. Wcześniej coś się tli przez tydzień, kabel iskrzy, czujesz dym, ale nie widzisz ognia. Tak zachowuje się serce kobiety przed zawałem. Nie strzela. Tli się.

Objawy ostre, te już w trakcie zawału, też wyglądają inaczej niż męskie. Często nie ma uciskowego bólu za mostkiem. Pojawia się duszność bez bólu, mdłości, ból w nadbrzuszu, który mylony jest z niestrawnością, ból między łopatkami, ból szczęki, narastający niepokój albo nagła wyczerpująca słabość. W badaniu z 2008 roku 43 procent kobiet z potwierdzonym zawałem w ogóle nie miało bólu w klatce piersiowej. W niektórych analizach ten odsetek dochodzi do połowy.

Jeśli przeczytałaś listę powyżej i pomyślałaś "to jakaś nadwrażliwość, przecież to objawy stresu, niestrawności i zmęczenia", to dokładnie ten sam moment, w którym pomyśli tak dyspozytorka, do której za chwilę zadzwonisz.

Osobny problem mają kobiety z cukrzycą. Cukrzyca uszkadza włókna nerwowe, które prowadzą sygnał bólowy z serca, więc zawał może przebiec bez bólu w klatce, bez bólu nadbrzusza, bez niczego oprócz dziwnej, nagłej słabości i potów. To zjawisko nazywa się niemym zawałem. W amerykańskim rejestrze ponad 434 tysięcy pacjentów po zawale, ci bez bólu w klatce częściej byli kobietami (49 procent vs 38) i częściej mieli cukrzycę (32,6 procent vs 25). Jeśli masz cukrzycę typu 2, każda nowa, niewyjaśniona duszność, omdlenie albo zmęczenie pod małym wysiłkiem jest podejrzana z definicji.

Dlaczego dyspozytorka i lekarz nie reagują

W 1991 roku Bernadine Healy, ówczesna dyrektorka amerykańskich Narodowych Instytutów Zdrowia, opublikowała w "New England Journal of Medicine" krótki esej. Nazwała go "Yentl Syndrome", od filmu z Barbarą Streisand z 1983 roku, w którym główna bohaterka udaje mężczyznę, żeby dostać dostęp do edukacji. Healy zauważyła, że żeby kobieta dostała w kardiologii tę samą uwagę, badania i leczenie co mężczyzna, jej objawy muszą wyglądać jak męskie. Inaczej system jej nie widzi.

Trzydzieści pięć lat później dane pokazują, że niewiele się zmieniło. Średni czas, jaki kobieta odczekuje od pierwszych objawów do dotarcia do szpitala, to 54 godziny. U mężczyzn to 16 godzin. To nie jest różnica w odwadze ani świadomości ciała. To różnica wynikająca z tego, że kobieta i jej otoczenie nie rozpoznają objawów jako "to może być zawał", więc czekają, aż przejdzie. A potem czas się sumuje i każda godzina, w której tętnica wieńcowa jest zamknięta, to fragment mięśnia sercowego, który już nie wróci.

Mechanizm po stronie służby zdrowia jest banalny. To pattern matching. Dyspozytornia ma protokół wstępny, w którym najsilniejsze flagi to ból w klatce, ból promieniujący do ręki, duszność z bólem w klatce. Jeśli słyszy "mdłości i ból brzucha", uruchamia ścieżkę gastryczną. Jeśli słyszy "duszę się i jestem cała w nerwach", uruchamia ścieżkę lękową. Lekarz na SOR-ze, który widzi kobietę po pięćdziesiątce z bólem nadbrzusza, częściej zleci najpierw USG jamy brzusznej niż EKG. To nie złośliwość. To filtr zbudowany pod jeden wzorzec, jak triage w sklepie internetowym, w którym towar pasujący do innej kategorii ląduje w koszu.

Statystyki są bezlitosne. W badaniu VIRGO, na próbie 3500 młodych pacjentów po zawale, z czego 2349 to były kobiety w wieku 18 do 55 lat, kobiety miały dłuższe opóźnienia w prezentacji, więcej atypowych objawów i mniej diagnostycznych wyników w EKG. Część z nich w ogóle nie spełniała klasycznej definicji zawału, bo definicja jest zbudowana wokół typu zawału, który zdarza się u mężczyzn. Konkretna liczba: jedna na osiem młodych kobiet z AMI w ogóle nie da się zaklasyfikować przez aktualną definicję uniwersalną.

Konsekwencja jest mierzalna. W tej samej grupie wiekowej, czyli poniżej 55 lat, śmiertelność trzydziestodniowa u kobiet po zawale wynosi 6,5 procent. U mężczyzn w tym samym wieku 4,8 procent. Dla kobiet młodszych od 50 lat śmiertelność jest dwukrotnie wyższa niż u równowiekowych mężczyzn. Wczesna pomyłka diagnostyczna jest jedną z głównych przyczyn tej różnicy.

Gdy koronarografia mówi "tętnice czyste", a to jednak serce

Wyobraź sobie taką scenę. Pacjentka, 54 lata, kilka tygodni narastającego zmęczenia, parę razy duszność przy wchodzeniu na piętro. W końcu trafia do szpitala, robią koronarografię, czyli badanie, w którym przez tętnicę udową albo promieniową wprowadza się cewnik aż do tętnic wieńcowych i podaje kontrast. Lekarz patrzy na obraz i mówi: "Tętnice czyste, nie ma zwężeń, to nie serce. Pewnie nerwy, niech się pani uspokoi". Wraca do domu z receptą na sertralinę. Trzy miesiące później ma drugi epizod, tym razem ostry.

To bardzo częsty scenariusz. W badaniu WISE (Women's Ischemia Syndrome Evaluation) 62 procent kobiet kierowanych na koronarografię z podejrzeniem niedokrwienia serca miało tętnice bez istotnych zwężeń. W populacji ze stabilną dławicą piersiową ta proporcja to 65 procent u kobiet wobec 32 u mężczyzn. Czyli niemal dwa razy częściej. I niemal za każdym razem słyszą tę samą formułę: "wynik koronarografii prawidłowy, to nie serce".

Tyle że w wielu przypadkach to jest serce. Po prostu choroba dotyczy nie dużych tętnic, które widać w klasycznej koronarografii, a mikrokrążenia, czyli sieci drobnych naczyń o średnicy poniżej pół milimetra, którymi krew dostarczana jest do mięśnia sercowego. Te naczynia są w aparacie nie do zobaczenia, jak rury kanalizacyjne w domu, gdy zaglądasz tylko do pionu na klatce schodowej.

Medycyna ma na to dwie nazwy. INOCA, czyli niedokrwienie z nieobstrukcyjnymi tętnicami wieńcowymi, oznacza ból dławicowy i objawy niedokrwienia bez podwyższonej troponiny. MINOCA, czyli zawał serca z nieobstrukcyjnymi tętnicami wieńcowymi, to już pełnoprawny zawał z podwyższoną troponiną, ale bez zwężeń w obrazie. W obu przypadkach pacjentki są młodsze niż w klasycznym zawale, rzadziej mają wysoki cholesterol i są nadreprezentowane wśród kobiet.

Co z tym zrobić praktycznie? Jeśli wracasz z koronarografii z wynikiem "tętnice czyste", a objawy nie ustają, dopytaj o dwie rzeczy. Pierwsza to test prowokacyjny z acetylocholiną, w którym podczas koronarografii podaje się małą dawkę leku wywołującego skurcz naczyń. Pokazuje on, czy reagują nieprawidłowo, co jest typowe dla dysfunkcji mikronaczyniowej. Druga to ocena rezerwy przepływu wieńcowego (CFR) i parametr FFR albo iFR. Te badania mierzą, jak naczynia odpowiadają na zwiększone zapotrzebowanie. Nie każdy ośrodek je rutynowo robi. W większych klinikach kardiologii inwazyjnej w Polsce są dostępne, trzeba o nie wprost poprosić albo dostać skierowanie.

Złamane serce nie jest tylko metaforą

W japońskiej kardiologii lat dziewięćdziesiątych zwrócono uwagę na grupę pacjentek, które trafiały do szpitala z pełnym obrazem zawału. Ból w klatce, podwyższona troponina, zmiany w EKG. Koronarografia pokazywała tętnice w porządku. Ale w echo serca lewa komora w fazie skurczu przyjmowała charakterystyczny kształt, zwężona w środku, wypełniona u podstawy, jak naczynie używane w Japonii do łowienia ośmiornic. Nazywa się tako-tsubo. Stąd kardiomiopatia takotsubo.

W międzynarodowym rejestrze takotsubo opublikowanym w "New England Journal of Medicine" na 1750 pacjentów 89,8 procent stanowiły kobiety, średni wiek 66,8 lat. Statystycznie kobieta jest siedem do dziewięciu razy częściej dotknięta tym schorzeniem niż mężczyzna. Niemal zawsze są to kobiety po menopauzie. W większości przypadków poprzedza je silne wydarzenie emocjonalne, klasycznie strata partnera, śmierć kogoś bliskiego, wypadek dziecka, ale też ostre wiadomości pozytywne (opisano osobny wariant nazwany "happy heart syndrome").

Mechanizm jest hormonalny. Gwałtowny skok katecholamin, czyli hormonów stresu, na mięsień sercowy pozbawiony estrogenowej ochrony. Komórki mięśniowe lewej komory "ogłuszają się" i przestają się prawidłowo kurczyć. Cała jednostka jest zwykle odwracalna. Po kilku tygodniach funkcja serca wraca do normy. Ale w pierwszej dobie kardiomiopatia takotsubo bywa nieodróżnialna od zawału i wymaga takiego samego trybu szpitalnego.

Czemu to ważne, żebyś o tym wiedziała. Bo to jeszcze jeden mechanizm, w którym objawy są realne, troponina rośnie, EKG się zmienia, a klasyczna koronarografia mówi "tętnice w porządku". Bez świadomości takotsubo lekarz może uznać, że pacjentka symuluje albo "to były nerwy". Z tą świadomością wie, że nerwy faktycznie zrobiły swoje, ale w sposób, który zostawił ślad w mięśniu.

Kiedy ryzyko skacze (i czemu menopauza zmienia wszystko)

Do menopauzy kobiety mają w sercu darmową tarczę. Estrogen, produkowany przez jajniki, działa ochronnie na naczynia. Utrzymuje elastyczność tętnic, sprzyja korzystnemu profilowi lipidów, hamuje procesy zapalne w ścianach naczyń. To dlatego w młodym wieku statystyki zawałów są przygniatająco męskie. Po menopauzie, gdy produkcja estrogenu spada, tarcza znika w ciągu kilku lat. Krzywa ryzyka kobiety dogania krzywą mężczyzny, a w niektórych populacjach ją przekracza.

Preeklampsja jako oznaczenie na kartotece

Jeśli miałaś preeklampsję w ciąży, czyli to, co kiedyś nazywano zatruciem ciążowym, twoje ryzyko sercowo-naczyniowe na resztę życia jest podwyższone. Nie o kilka procent. Po preeklampsji ryzyko nadciśnienia jest cztery razy wyższe, a ryzyko choroby niedokrwiennej serca i udaru dwukrotnie. Pierwsze dziesięć lat po porodzie to okres szczególnej obserwacji. Większość kobiet nie usłyszy o tym ani razu, bo informacja kończy się na położnictwie i nigdy nie trafia do kardiologa rodzinnego.

To jest konkretna rzecz, którą zapisz sobie do dokumentacji medycznej i wracaj do niej przy każdej rocznej kontroli. Lekarz, który widzi pacjentkę 45-letnią z lekko podwyższonym ciśnieniem, podejmie inną decyzję, gdy zobaczy w karcie "preeklampsja 2010", a inną gdy tego wpisu nie ma.

Antykoncepcja, papierosy i wiek, czyli kombinacja, która tnie

Tabletki antykoncepcyjne dwuskładnikowe, zawierające estrogen, podnoszą ryzyko zakrzepów. Same w sobie u zdrowej młodej kobiety zwiększają je niewiele. Problem zaczyna się przy nałożeniu kolejnych warstw. Nikotyna nasila krzepliwość krwi. Dodaj papierosy, a ryzyko zakrzepu, zatoru i zawału rośnie wykładniczo. Dodaj 35 lat na karku i mechanizm ochronny estrogenu, który i tak zaczyna się chwiać, dostaje pierwszy poważny cios.

Polskie wytyczne są w tej kwestii jednoznaczne: kobieta powyżej 35 lat paląca więcej niż 15 papierosów dziennie nie powinna stosować antykoncepcji hormonalnej dwuskładnikowej. Tabletki jednoskładnikowe, z samym progesteronem, są bezpieczniejszą opcją dla palaczek. To jedna z tych decyzji, w której ginekolog widzi tylko swoją połowę obrazu, a kardiolog drugą. Spojrzeć trzeba na całość.

SCAD, czyli zawał, którego nie powinno być

Pewna grupa zawałów u młodych kobiet nie ma związku z miażdżycą, papierosami ani cholesterolem. To samoistne rozwarstwienie tętnicy wieńcowej, w żargonie kardiologów SCAD (spontaneous coronary artery dissection). Ściana tętnicy rozwarstwia się od wewnątrz, tworzy się krwiak, naczynie zamyka. Pacjentka trafia do szpitala z pełnym obrazem zawału, ale w koronarografii nie widać typowej blaszki miażdżycowej.

SCAD odpowiada za 1,7 do 4 procent wszystkich ostrych zespołów wieńcowych w populacji ogólnej. U kobiet poniżej 50 lat z ostrym zespołem wieńcowym to już 22 do 35 procent. Czyli mniej więcej co czwarty zawał u młodej kobiety. Średni wiek pacjentki to 49 lat. Osiemdziesiąt do dziewięćdziesiąt procent przypadków SCAD dotyczy kobiet. Najczęstsze czynniki sprzyjające to ciąża i okres okołoporodowy, dysplazja włóknisto-mięśniowa, silny stres emocjonalny albo intensywny wysiłek fizyczny po długiej przerwie.

Dlaczego to ważne, żebyś o tym wiedziała. Bo SCAD jest klasycznym przypadkiem, gdy pacjentka ma 38 lat, biega półmaratony, nie pali, ma dobry cholesterol, a lekarz na pierwszej linii mówi "to na pewno nie serce, pani jest za młoda". A to jest serce. Sama wiedza, że istnieje taka jednostka, może przyspieszyć decyzję, żeby pojechać do szpitala albo żeby na izbie poprosić o EKG i troponinę zamiast iść do domu z diagnozą "przemęczenie".

Co zrobić jeśli sama słyszysz te objawy

Pierwsza rzecz, która ratuje życie, to nie cierpliwość. To telefon na 112. I konkretne słowa, których użyjesz.

Dyspozytornia pracuje na skróconych protokołach. Im wyraźniej nazwiesz podejrzenie, tym szybciej uruchomi się ścieżka kardiologiczna. Zamiast "jest mi słabo, mam mdłości i jakoś dziwnie się czuję" powiedz: "podejrzewam zawał serca, mam duszność i mdłości od godziny, czuję ucisk w nadbrzuszu, jestem kobietą 52 lata, wcześniej miałam nadciśnienie". W tych dwóch zdaniach jest sygnał, podejrzenie, czas trwania i czynnik ryzyka. To uruchamia inny algorytm niż "źle się czuję".

Nie prowadź samochodu. Naprawdę. Jeśli jesteś sama, zostań w mieszkaniu z otwartymi drzwiami i czekaj na ratowników. Połóż się albo usiądź wsparta o ścianę. Jeśli masz w domu aspirynę, nie jesteś na nią uczulona i lekarz wcześniej nie zabronił ci jej przyjmować, rozgryź jedną tabletkę 300 mg. Rozgryzienie, nie połknięcie, bo wtedy szybciej wchodzi do krwi. Aspiryna nie cofnie zawału, ale spowolni narastanie skrzepu w tętnicy wieńcowej.

Na izbie przyjęć dwa badania rozstrzygają sprawę. EKG, które robi się w pierwszych dziesięciu minutach, i troponina. Troponina to białko uwalniane z uszkodzonego mięśnia sercowego. Krew na troponinę pobiera się przy wejściu i powtarza po godzinie albo trzech, w zależności od czułości testu używanego w laboratorium. Jeśli kolejne oznaczenie pokazuje wzrost, to silny dowód na świeży zawał. Jeśli słyszysz "EKG jest w porządku, idzie pani do domu", a w międzyczasie nikt nie pobrał drugiej troponiny, masz prawo o nią poprosić. Jest to standard postępowania w podejrzeniu zawału. Jeśli izba mówi "nie ma wskazań", a ty wciąż masz objawy, zażądaj, żeby wpisano do dokumentacji odmowę wykonania badania. To zwykle wystarczy, żeby badanie zostało wykonane.

Trzecia rzecz, której prawie nikt nie mówi. Po zawale istnieje program rehabilitacji kardiologicznej, finansowany przez NFZ. Po przebytym zawale powinno się go zaproponować z automatu. Statystycznie kobiety dostają tę propozycję rzadziej niż mężczyźni. Jeśli wyjdziesz ze szpitala bez skierowania, poproś o nie sama. Program trwa od trzech do ośmiu tygodni, zawiera kontrolowany wysiłek, edukację farmakologiczną i konsultację psychologiczną. W kohortach kontrolowanych zmniejsza ryzyko kolejnego incydentu o około 20 do 30 procent. To nie jest miły dodatek. To leczenie.

Co badać, kiedy i z jaką częstotliwością

Profilaktyka kardiologiczna dla kobiety dorosłej nie jest skomplikowana, tylko zwykle się jej nie omawia w przychodni. Wytyczne Europejskiego Towarzystwa Kardiologicznego z 2021 i 2023 roku dają konkretny minimalny zestaw, który warto traktować jako bazę.

Po pierwsze, ciśnienie. Pomiar w gabinecie raz w roku, a dla osób z podwyższonym wynikiem (od 130/85 wzwyż) także w warunkach domowych, dwa razy dziennie przez tydzień, na przyzwoitym, walidowanym ciśnieniomierzu naramiennym (nie nadgarstkowym). Polskie Towarzystwo Nadciśnienia Tętniczego klasyfikuje nadciśnienie od wartości 140/90, ale to próg do farmakoterapii, nie próg ostrzegawczy. Sygnał uwagi pojawia się wcześniej.

Po drugie, lipidogram. To badanie z krwi mierzące cholesterol całkowity, frakcję LDL (zwany "złym"), HDL ("dobrym") i trójglicerydy. Dla kobiety bez czynników ryzyka raz na pięć lat od trzydziestego roku życia. Dla kobiety z czynnikami ryzyka (rodzinne obciążenie, nadciśnienie, cukrzyca, przebyta preeklampsja) raz na rok. Wynik LDL czytaj nie przez pryzmat "normy laboratoryjnej", tylko przez kalkulator ryzyka SCORE2, który uwzględnia twój wiek, płeć, palenie, ciśnienie i cholesterol i zwraca dziesięcioletnie ryzyko zdarzenia sercowo-naczyniowego.

Po trzecie, glukoza na czczo i hemoglobina glikowana (HbA1c). Raz na trzy lata po czterdziestce, raz na rok po pięćdziesiątce albo wcześniej przy nadwadze, cukrzycy ciążowej w wywiadzie albo zespole metabolicznym. Cukrzyca typu 2 rozwija się latami bezobjawowo i, jak pokazała sekcja o niemym zawale, zmienia obraz wszystkich późniejszych chorób serca.

Po czwarte, EKG spoczynkowe. Raz na dwa, trzy lata po czterdziestce. Tanie, dostępne, w razie niepokoju można powtórzyć. Jeśli zgłaszasz objawy obciążeniowe (zadyszka pod małym wysiłkiem, kołatanie), dopytaj o EKG wysiłkowe albo Holter (monitor pracy serca przez 24 godziny).

Po piąte, raz w życiu po pięćdziesiątce, jeśli masz czynniki ryzyka, dobrze zrobić ocenę wapnia w tętnicach wieńcowych w tomografii komputerowej (calcium score). To krótkie badanie pokazujące, ile zwapnień jest w ścianach tętnic, co dobrze koreluje z zaawansowaniem miażdżycy. Niedostępne w koszyku NFZ, prywatnie kosztuje 300 do 600 złotych. Daje wymierny obraz tego, czy masz miażdżycę, której jeszcze nie widać w klasycznym lipidogramie.

Dwa zestawy informacji, których lekarz rodzinny nie ma w karcie, a powinien. Twoja historia ciążowa, czyli czy miałaś nadciśnienie ciążowe, preeklampsję, cukrzycę ciążową, przedwczesny poród (poniżej 37 tygodnia), poronienia nawracające. Wszystkie te wpisy są długoterminowymi markerami ryzyka sercowo-naczyniowego. Twoja historia menopauzy. Wiek pierwszej miesiączki, wiek menopauzy, wczesna menopauza (przed 45 rokiem życia) zwiększa ryzyko sercowo-naczyniowe na resztę życia. Lekarz rodzinny zwykle nie pyta. Zapisz to sama na karcie i pokaż przy pierwszej kontroli.

Co już wie kardiologia, a czego nie wie pierwsza linia

Dane, które przeczytałaś wyżej, nie są nowe. McSweeney to rok 2003. Yentl Syndrome to 1991. AHA opublikowała pierwsze poświęcone kobietom wytyczne ostrego zawału w 2016 roku, a zaktualizowane stanowisko ESC weszło w 2023. Kardiologia akademicka żyje tą wiedzą od dwóch dekad.

Problem jest taki, że pierwsza linia, czyli dyspozytornia, lekarz rodzinny, SOR niekardiologiczny, działa na protokołach, które aktualizują się wolniej. Lekarz, który skończył studia w 1995 roku i nie chodzi na konferencje kardiologiczne, w głowie ma kanon z podręcznika sprzed trzydziestu lat. Pielęgniarka triage, która sortuje pacjentów w izbie przyjęć, opiera się na narzędziu, w którym kobieta z bólem nadbrzusza dostaje niższy priorytet niż mężczyzna z bólem klatki piersiowej. To nie jest niczyja zła wola. To inercja systemu, który ma trzydzieści lat opóźnienia w stosunku do najnowszej wiedzy.

Co możesz z tym zrobić ty, jako pacjentka. Po pierwsze, nazywać objawy precyzyjnie i mocno. Nie "źle się czuję", tylko "podejrzewam zawał, mam takie i takie objawy, mam takie czynniki ryzyka". Po drugie, znać własną historię ciążową, hormonalną i rodzinną i mieć ją zapisaną w jednym miejscu, do którego sięgniesz w stresie. Po trzecie, w razie wątpliwości pytać o konkretne badania, EKG i troponina i druga troponina po godzinie, zamiast czekać, aż system sam się domyśli. Po czwarte, jeśli jesteś po menopauzie albo miałaś preeklampsję, raz na rok przejść kontrolę kardiologiczną, nawet bez objawów.

Kanon zawału powstał w czasie, gdy do badań klinicznych zapraszano głównie mężczyzn. Twoje serce powstało, gdy te badania jeszcze trwają. Różnica między nimi jest tym, co dzieli wczesną diagnozę od późnej, a późną od żadnej.

Źródła

  1. McSweeney JC et al. (2003). Women's Early Warning Symptoms of Acute Myocardial Infarction. Circulation.
  2. Healy B. (1991). The Yentl Syndrome. New England Journal of Medicine.
  3. VIRGO Study (2008-2012). Variation in Recovery: Role of Gender on Outcomes of Young AMI Patients.
  4. Mehta LS et al. (2016). Acute Myocardial Infarction in Women: A Scientific Statement From the American Heart Association.
  5. NIZP PZH. Raport: Występowanie, leczenie i prewencja wtórna zawałów serca w Polsce.
  6. Saw J et al. Spontaneous Coronary Artery Dissection. JAHA.
  7. Bell ML et al. (2011). Female driver injury risk in seatbelt-restrained crashes.
AW
O autorze
Anna Wiśniewska
Profil autora →
Seniorzy ze wsi oczekują na rehabilitację miesiącami, a w trybie stabilnym rośnie do niemal roku
Usługi medyczne

Seniorzy ze wsi oczekują na rehabilitację miesiącami, a w trybie stabilnym rośnie do niemal roku

Wiekowy pacjent z dala od dużych ośrodków medycznych musi czekać na rehabilitację miesiącami. Dane p…

Witamina D w Polsce: dlaczego 9 na 10 dorosłych ma deficyt
Dieta

Witamina D w Polsce: dlaczego 9 na 10 dorosłych ma deficyt

Polska szerokość geograficzna i kąt padania słońca od września do kwietnia sprawiają, że dziewięciu …

Migrena to nie 'mocniejszy ból głowy'. Większość chorych nie wie, że ją ma.
Neurologia

Migrena to nie 'mocniejszy ból głowy'. Większość chorych nie wie, że ją ma.

W Polsce żyje około 3,7 miliona osób z migreną. Większość nie wie, że to ma. Bierze paracetamol, ibu…