Lex Szarlatan wraca do Senatu i od razu słychać pytanie, które nie chce ucichnąć: czy ta ustawa realnie ograniczy pseudomedycynę, czy stanie się kolejnym papierem w aktach biurokracji? Dla pacjentów to sprawa konkretna i dotykająca codziennego życia. Ustawa, która w założeniu ma dać Rzecznikowi Praw Pacjenta nowe narzędzia do walki z pseudomedycyną i dezinformacją, w praktyce testuje granice polityki zdrowotnej i granicę między ochroną pacjenta a wolnością debaty lekarskiej.
Wyobraź sobie, że ktoś reklamuje cudowny lek na każdy ból, a rosnący szum wokół takich twierdzeń trafia na oczy posłów i posłanki. Wtedy pojawia się pytanie, czy państwo ma obowiązek i siłę, by zareagować szybko, czy raczej uznać, że swoboda debaty medycznej jest warunkiem rozwoju nauki. Lex Szarlatan ma być odpowiedzią na ten dylemat. Z pomysłem, że Rzecznik Praw Pacjenta (RPP) zyska narzędzia do identyfikowania i ograniczania dezinformacji, władza wybiera pewną drogę: wzmocnić instytucję, która stoi na straży pacjenta, a nie tylko PR-owej narracji.
Warto słuchać przede wszystkim, co mówią ci, którzy obserwują rynek medycyny i informacje zdrowotne każdego dnia. Na tle rosnącego apetytu na szybkie rozwiązania zdrowotne i powszechnego dostępu do informacji w sieci ustawa staje się jak próba skorygowania kursu statku, który dryfuje między reklamą a nauką. Grupa przeciwników rośnie niczym echo w korytarzach parlamentu. Nie wszyscy widzą w Lex Szarlatan narzędzie ochronne, a niektórzy naukowcy apelują o odrzucenie ustawy, wytykając m.in. nieprecyzyjność i ograniczanie swobody debaty o metodach leczenia.
"Senat wznowi dziś pracę nad Lex Szarlatan. Ustawa daje Rzecznikowi Praw Pacjenta (RPP) nowe narzędzia do walki z pseudomedycyną i dezinformacją" — to zdanie, które często pojawia się w dyskusjach. Autorzy projektu przekonują, że chodzi o konkretne narzędzia do identyfikowania mitów medycznych i szybkiego reagowania na nieprawdziwe twierdzenia. Czy to wystarczy, by zablokować reklamy i artykuły promujące szkodliwe metody leczenia? Zdania są podzielone, a tempo debat w Senacie rośnie wraz z każdym kolejnym posiedzeniem. rynekzdrowia.pl
W praktyce oznacza to, że RPP zyskuje możliwość szybszego reagowania na przekaz medialny, a także na dezinformację w sieci i wśród praktyków. Dla pacjentów to szansa na jasne źródła informacji i ochronę przed wprowadzającymi w błąd obietnicami. Z drugiej strony przeciwnicy wskazują, że projekt może ograniczać debaty o metodach leczenia i wprowadzać nieprecyzyjne zapisy, które utrudnią samodzielne poszukiwanie najlepszego dla pacjenta sposobu terapii.


