Jeden z najważniejszych ośrodków dziecięcej onkologii stoi na krawędzi. Sytuacja wokół Śląskiego Centrum Onkologii i Hematologii Dziecięcej ma charakter kryzysowy i wymaga pilnych działań naprawczych. W liście otwartym przewodniczący Polskiego Towarzystwa Onkologii i Hematologii Dziecięcej, prof. Wojciech Młynarski, ostrzegł przed konsekwencjami braku stabilnych zasobów kadrowych i finansowych. To nie jest alarm miałko duchowy, to sygnał, że leczenie najmłodszych pacjentów nie może stać w miejscu bez wyraźnego planu naprawczego.
Wyobraź sobie samochód, który traci mechanika i paliwo. Bez stałej obsługi i ludzi gotowych pracować na najwyższych obrotach, w białych kitlach, każdy dzień staje się ryzykiem opóźnień, błędnych decyzji i pogłębienia problemów. Taką drogą idzie onkologia dziecięca w regionie, jeśli nie zareagujemy szybko. To nie abstrakcja – to codzienność, która rozgrywa się tu i teraz. Dzieci, które potrzebują leczenia, nie mają czasu, a rodzice liczą każdą godzinę, by móc skutecznie walczyć z chorobą.
Śląskie Centrum Onkologii i Hematologii Dziecięcej to miejsce, w którym intensywna terapia, nawodnienie chemiczne, planowanie operacyjne i monitorowanie wyników badań tworzą jeden przejrzysty proces. Kiedy w tym procesie brakuje kadry, sprzętu lub koordynacji, cierpią pacjenci – przede wszystkim mali pacjenci i ich rodzice. W takich warunkach nawet najnowocześniejsze protokoły leczenia nie przynoszą efektu, jeśli nie ma ludzi, którzy wykonają każdy krok z precyzją i empatią. Analogia jest prosta: to tak, jakby w kuchni zabrakło kucharzy, a pacjenci czekali na zupę, która nie jest już pierwszej świeżości. Czasem to po prostu decyzje: czy rozpocząć leczenie w trybie standardowym, czy opóźnić plan, bo brakuje personelu. W obu przypadkach najmłodsi płacą cenę.
W liście prof. Młynarskiego czytamy jasno: sytuacja ma charakter kryzysowy i wymaga pilnych działań naprawczych. Dodatkowo, eksperci zwracają uwagę na potrzebę transparentności w zarządzaniu placówką i skutecznego wsparcia dla rodzin, które często towarzyszą dzieciom w trakcie leczenia. To nie jest kwestia polityczna, to kwestia życia i zdrowia dzieci, które nie mogą zostać pozostawione same sobie. W praktyce oznacza to pilne uzupełnienie kadr, stabilne finansowanie programów leczenia, a także jasny plan korekt, który pozwoli opanować sytuację w najbliższych tygodniach.



