Piloci i załogi pokładowe otrzymują najwyższe dawki promieniowania jonizującego spośród zawodów, co przekłada się na podwyższone ryzyko wybranych nowotworów i zgonów. Naukowcy z USA przeanalizowali dane przedstawicieli ponad 500 zawodów, a wyniki sugerują, że ta grupa pracowników stoi w czołówce zagrożeń wynikających z promieniowania.
Aby zrozumieć, skąd to bierze, trzeba spojrzeć na niebo. Promieniowanie kosmiczne to strumień cząstek, które wchodzą do atmosfery z kosmosu. Na wysokościach przelotowych, gdzie latają samoloty, atmosfera już tak nie osłania przed promieniowaniem. W praktyce oznacza to, że dawki promieniowania w kabinie lotniczej wynoszą zwykle kilka mikro-sievertów na godzinę, najczęściej w zakresie od 3 do 9 μSv/h. To nie jest jednorazowy haracz — to kumulacja, jeśli ktoś spędza w powietrzu setki godzin rocznie.
W kontekście pracy zawodowej to nie tylko liczby. Wyobraź sobie, że każdy lot dłuższy niż kilka godzin to kolejne kilkadziesiąt mikro-sievertów w całym dniu pracy. Choć pojedynczy lot nie brzmi groźnie, długoterminowa kumulacja w skali roku zaczyna być widoczna w analizach zdrowotnych. Dla pilotów, mechaników lotniczych i personelu pokładowego, krótkie kursy mogą być bezpieczne, ale częste trasy dalekiego zasięgu zmieniają charakter dawki na stały element harmonogramu pracy.
Co więcej, dawki zależą od wielu czynników: pola słonecznego cyklu, aktywności słonecznej i geograficznego maratonu tras. Lotnictwo to nie jest jedynie kwestia odwzajemnionego wysiłku); to kosmiczny labirynt, w którym promieniowanie potrafi zyskać na sile nawet przy podobnych planach lotów. W praktyce to oznacza, że dwie załogi pokładowe mogą wykonywać podobne trasy, a ich roczne dawki promieniowania mogą się różnić o kilkadziesiąt procent w zależności od geograficznego rozkładu lotów i zmian aktywności słonecznej.



