Polacy żyją krócej niż mieszkańcy większości państw OECD. W praktyce to oznacza, że lata życia wielu z nas zaczynają się od większych ograniczeń zdrowotnych, a leczenie staje się kosztownym obowiązkiem, nie luksusem. Analiza, która krąży po biurach ekspertów i korytarzach ministerstw, wskazuje na jeden prosty wniosek: zwiększenie wydatków na ochronę zdrowia do średniego poziomu OECD mogłoby przynie nawet 19 tys. mniej zgonów rocznie. Brzmi jak liczba z portalu statystycznego, ale ma konkretne konsekwencje dla każdej rodziny i każdej gminy.
Wyobraź sobie, że inwestycja w ochronę zdrowia to nie abstrakcyjny wydatek, lecz inwestycja w przyszłość dzieci, w niezawodną diagnostykę, w szybkie reagowanie służb ratunkowych, w profilaktykę, która już na starcie zabiera złe nawyki. W Polsce rosną wydatki na zdrowie, lecz tempo nie nadąża za rosnącymi potrzebami. Nasz system musi jednocześnie finansować leczenie ciężkich chorób i utrzymywanie podstawowej opieki zdrowotnej, a to wymaga decyzji o priorytetach.
W warstwie liczb to nie tylko pojedyncza statystyka. To zestaw zdarzeń: mniej monitorowanych chorób przewlekłych, opóźnienia w wykrywaniu nowotworów, a także ograniczony dostęp do specjalistów w mniejszych miastach i na terenach wiejskich. Kiedy ktoś mówi o wydatkach na zdrowie, chodzi o to, czy system potrafi wyciągać rękę do osoby, która właśnie stoi w kolejce do badań albo do pacjenta, który po latach niezależność straciła na rzecz choroby.



