Najkrótsza odpowiedź: od 1 lipca NFZ nie zapłaci placówkom bez przekazania harmonogramów do centralnej rejestracji. To zasada, która brzmi sucho, lecz jej skutki rozchodzą się po całym systemie ochrony zdrowia niczym fale po jeziorze. W praktyce chodzi o to, by jeden zestaw danych o dostępnych terminach wizyt był widoczny w centralnym rejestrze i mógł być uwzględniany w rozliczeniach z NFZ. Ministerstwo Zdrowia utrzymuje, że zmiana ma charakter strukturalny, a nie jedynie technologiczny. Jednak podczas konsultacji publicznych placówki, samorządy i organizacje pracodawców sygnalizowały ryzyko awarii i błędów systemów teleinformatycznych. Z perspektywy lekarzy, pielęgniarek i administracji to nie jest abstrakcja, lecz praktyczny test organizacyjny, który wpłynie na to, jaką wizytę zobaczymy w kalendarzu, a jaką nie.
Co konkretnie się zmienia? Od 1 lipca przekazywanie harmonogramów przyjęć i dostępnych terminów do centralnej elektronicznej rejestracji stanie się jednym z warunków rozliczeń z NFZ. Brak takiego przekazu sprawia, że rozliczenie za wykonane świadczenie może być odroczone lub nawet zablokowane. To nie jest kolejny moduł w oprogramowaniu, to warunek, bez którego nie można domknąć rachunku. Wyobraź sobie placówkę, która ma w grafiku setki wizyt w miesiącu, a każdy termin podlega realnemu zapotwierdzeniu pacjentowi. Teraz musi on być widoczny w CER ze wszystkimi aktualizacjami. W przeciwnym razie rozliczenie jest w zawieszeniu. Takie podejście ma na celu ograniczenie ryzyka, że NFZ zapłaci za usługi, które w praktyce nie były realizowane lub były nieprawidłowo zorganizowane.
Również wobec pacjentów ta zmiana ma znaczenie. Wyobraź sobie, że planujesz wizytę u specjalisty, a system informuje, że jest wolny termin, ale po dotarciu na miejsce okazuje się, że ten termin nie jest zarezerwowany. Dzięki nowej regule pacjent ma większą pewność, że dostępność jest realna i że nie trzeba będzie czekać na potwierdzenie telefoniczne w ramach kilku telefonów do placówki w dniu wizyty. W praktyce chodzi o to, by kalendarz lekarski stał się źródłem prawdziwej informacji dla NFZ i dla samej placówki, a nie tylko wewnętrznym modułem.
Dlaczego resort zdrowia stoi na swoim? Bo zasady finansowe w ochronie zdrowia bez praktycznego powiązania rozliczeń z rzeczywistą dostępnością usług są narażone na nadużycia i chaos informacyjny. Konsultacje publiczne wskazały na liczne luki, których nie da się łatwo odzyskać po uruchomieniu nowego modułu. Ministerstwo Zdrowia odpowiada, że przygotowano zabezpieczenia, testy i mechanizmy monitorowania, które mają ograniczyć ryzyko przerwy w świadczeniach i błędów transmisji. To nie jest projekt, który można opisać w jednym akapicie, to system, który wymaga cierpliwości i skrupulatności po obu stronach.
